cyberchondria

Cyberchondria. Jedno z najpowszechniejszych zaburzeń neurotyczych

Cyberchondria. Coraz powszechniejsze zaburzenie neurotyczne

Cyberchondria: Łatwy dostęp do informacji bardzo kusi. Świadomość, że możemy się czegoś dowiedzieć dzięki kilku kliknięciom, sprawia, że nie możemy się powstrzymać przed ciągłym wlepianiem oczu w ekran. Czasami oczywiście ma to swoje dobre strony, bo możemy poszerzyć naszą wiedzę i horyzonty. Taki niekontrolowany głód wiedzy może być jednak groźny, zwłaszcza gdy chodzi o nasze zdrowie. Kiedy dostrzegamy u siebie objawy i szukamy diagnozy na własną rękę, może się okazać, że tylko sobie zaszkodzimy, a nawyk przerodzi się w obsesję. Stan taki nazywamy cyberchondrią, którą uznaje się za odmianę hipochondrii. Jest więc to nie tylko niewinny nawyk, ale i poważne zaburzenie neurotyczne.

Dr Google potrafi być zwodniczy

Zaburzenie, o którym mowa, nie jest wcale takie rzadkie. Według badań, które przeprowadzili naukowcy z Baylor University of Waco, jest ono tak samo powszechne jak zwyczajna hipochondria. U obu tych zaburzeń leżą podobne podstawy czyli przesadne zamartwianie się o swoje zdrowie. Dlaczego martwienie się o własny stan zdrowia jest traktowanie jako coś złego? Dobrym jest monitorowanie swojego stanu i nieignorowanie symptomów. Kiedy jednak zaczynamy myśleć o tym kilka razy dziennie i ciągle przypisujemy sobie nowe choroby, możemy strasznie zaszkodzić swojej psychice. Zdrowie fizyczne również może ucierpieć, gdyż taka mania może nas skłaniać chociażby do nadużywania leków i szukania podejrzanych metod kuracji.

Cyberchondria. Co na jej temat mówią badania?

Dr Thomas Fergus, który odpowiadał za przebieg badań, starał się znaleźć pewne zależności. Wykazał, że pewne osoby są bardziej narażone na cyberchondię. Chodzi o osoby, które na co dzień mają do czynienia z niepewnością i problemami w radzeniu sobie z nieszablonowymi sytuacjami. Naukowiec wyjaśnia, że taka osoba tylko się pogrąża w swoim stanie. Szukamy informacji w internecie, aby się czegoś upewnić, czyli inaczej pozbyć się niepewności. Jednak informacje z internetu nigdy nie dadzą nam żadnej gwarancji, bo tego wymaga wizyta u lekarza. W efekcie jesteśmy coraz bardziej niepewni i nadal próbujemy leczyć to szukaniem nowych informacji. Jak juz wiemy, ta metoda zawodzi. Podobnie przecież jest z nałogami. Pijąc alkohol, aby zabić smutek, popadamy w jeszcze bardziej niestabilny stan emocjonalny. Skłania nas to do tego, aby pić jeszcze więcej i nie potrafimy wyjść z pętli.

Dr Fergus wyjaśnia, że zaczytywanie się w strony internetowe dotyczące zdrowia jedynie pogłębiają nasze zmartwienia. Przytacza przykład urazów mózgu. Jeśli zaczniemy na ich temat czytać, to zaraz będziemy mieć milion myśli na temat naszej głowy. Mogą nam się przypomnieć nasze okazjonalne bóle głowy, które nasza obsesyjna podświadomość od razu skojarzy z guzem mózgu.

Badanie doktora Fergusa. Metodologia

Aby przyjrzeć się tematowi bliżej, naukowiec musiał przeprowadzić szereg skrupulatnych badań. Aby otrzymać satysfakcjonujące wyniki, przeprowadził ankietę wśród 512 zdrowych osób o średniej wieku 33,4. Pacjenci byli mniej więcej po równo rozdzieleni względem płci, gdyż proporcje kobiet do mężczyzn wyniosły 55:45. 59% badanych to osoby wykształcone z tytułem co najmniej licencjata. 53% pacjentów było osobami pracującymi minimum 20 godzin w tygodniu, a 67% stanowili kawalerowie i panny.

Uczestnicy badania musieli zapoznać się z kilkunastoma stwierdzeniami i określić, czy są one adekwatne do ich życia. Dotyczyły one między innymi martwienia się o zdrowie i chęci poznania przyszłości. Zapytano ich również o to, jak oceniają swoje zdrowie, niezależni od rzeczywistej kondycji.